"okazało się, że Harry ma poważną astmę. coraz ciężej mu śpiewać, a Louis musi jednak iść na rehabilitację! kontuzja kolana była gorsza niż się mogło wydawać! Zayn za to znowu nadwyrężył sonie nadgarstek. Niall ma problemy z aparatem ortodontycznym, a Liam... musi mieć badania dotyczące nerek! to straszne... masa koncertów musi zostać przełożona, a sami chłopcy, są załamani! (...)"
oczy Rennes zaszły łzami. zawołała Harriet i pokazała post. dziewczyny rozpłakały się! to... było okropne! nagle zadzwonił telefon Ness. trzęsącymi rękoma odebrała nie patrząc nawet na to kto dzwoni
-tak?
-hej Rennes! tu Justin
-cześć Justin-z jej oczu nagle przestały płynąć łzy i z wielkimi oczami spojrzała na Sophie, Harriet i Gretę, które nagle ucichły i spoglądały na nią zdziwione
-mam dla Ciebie niespodziankę! spotkamy się dzisiaj?-zaczął podekscytowany
-tak, jakieś szczegóły?-odpowiedziała Nessi odwracając głowę w stronę okna autobusu. jak zwykle siedziała na końcu przy oknie
-tak, przyjadę po Ciebie za 4 godziny, czyli gdzieś tak o...-zawiesił głos, czyli pewnie patrzył na zegarek-19, co?
-okej, podam Ci adres-podyktowała mu go
-dzięki, to do zobaczenia i całusy śliczna!
-do zobaczenia, buźki-odpowiedziała zarumieniona
"Ciekawe co... to za niespodzianka dla mnie"-pomyślała rozłączając się
-co. to. miało. być?-zapytały Sophie i Harriet
-Jus dzwonił i podjedzie po mnie o siódmej. nic takiego...-Rennes wzruszyła ramionami. powierzchownie przyodziała maskę obojętności, ale od środka rozpierała ją duma i szczęście!
-NIC TAKIEGO? TY MÓWISZ, ŻE NIC TAKIEGO?-Hazzi zrobiła się czerwona ze złości, a Sophie otworzyła buzię
-ogarnij się. on też jest człowiekiem!-próbowała uspokoić sytuację Rennes, jednak nic to nie dało. po całym autobusie informacja o spotkaniu Nessi i Jus'a przeszła w dosłownie 5 min!! wszyscy zaczęli nich mówić. okazało się, że w szkole do której chodziły dziewczyny było wiele belieberek, więc zazdrosne zaczęły się wyśmiewać z Rennes i hejtować ją, a ta cała zarumieniona spuściła głowę. chciała zniknąć. nigdy nie dawała sobie rady z krytyką, a nie mogła pokazać łez, które nieoczekiwanie napłynęły do jej oczu. skuliła się na fotelu
"Jeszcze jakieś 5 min i będziesz ...w hotelu. dasz radę Rennes! musisz być silna! nie możesz pokazać, że jesteś słaba!"-zaczęła powtarzać te słowa, a Harriet siedząca obok niej złapała dziewczynę za rękę
-nie martw się, one są po prostu zazdrosne, wkońcu to Ty masz randkę z Jus'em, a nie one-zaczęła cicho
-to nie randka! nie ważne, mam je gdzieś-Nessi wzruszyła beznamiętnie ramionami, a Hazzi zamilkła. Soft, która jako jedyna zobaczyła świeczki w oczach przyjaciółki od początku rozmowy siedziała cicho. nawet Greta nic nie mówiła. autobus stanął, Ness jako ostatnia z niego wyszła leniwie zabierając walizki i została "zaatakowana" przez dziewczyny z młodszej klasy, tzw, faneczki Biebs'a"-szkolne psycholki. dziewczyny zaczęły ją wyzywać. durślak poszła już w stronę holu i jak zwykle olała Nessi. nagle jedna z nic splunęła dziewczynie w twarz i ze śmiechem odeszły. zapłakana Rennes otarła rękawem twarz i pobiegła do pokoju który miała dzielić z Hazzi, Soft i Gretą.... gdy wkońcu go znalazła z maską spokoju położyła walizki na jedynym wolnym łóżku koło okna i tarasu. na szczęście nikogo w nim nie było. Ness wyjęła z jednej z toreb jedną z dwóch kosmetyczek. nie miała tam żadnych "poprawiaczy wyglądu" tylko kilka bandaży, jałowych gazików, maści na rany i to co pomagało jej zapomnieć o problemach: nożyk do tapet. brzmi śmiesznie, ale był ostry i pięknie przecinał jej delikatną skórę na przedramieniu. wysunęła lekko ostrze. była na "odwyku" jednak nie mogła zostawić narkotyku w Polsce. i dobrze. teraz jej pomoże. Ness poszła do łazienki. podwinęła rękaw bluzki popatrzyła na i białe i różowe kreski na całym lewym przedramieniu. była słaba. odłożyła nożyk na pralkę stojącą obok zlewu. delikatnie przejechała palcami po skórze.
"dlaczego one mnie tak nie lubią? czy powinnam niszczyć odwyk? czy mam teraz to zrobić?"
Rennes zaczęła bić się z myślami. nagle odruchowo odkręciła kran. włożyła rękę pod strumień gorącej wody, by rozluźnić skórę. otarła... ją ręcznikiem, który wisiał obok zlewu. wzięła nożyk do ręki i... zrobiła pierwszą od 2 miesięcy płytką kreskę. lekko jej ulżyło. robiła kolejne coraz głębsze rany. krew zaczęła niespiesznie spływać z ręki do zlewu. Nessi spojrzała na swoje dzieło. całe jej przedramie było we krwi, palce zaczęły drętwieć, ale poczuła ulgę. choć na chwilę zapomniała o smutku. wszystko wypłynęło z krwią. tak bardzo jej tego brakowało. spojrzała na zegarek. zaraz miał przyjechać Jus. dość długo "się bawiła"
opłukała zlew, rękę i poszła do sypialni. wzięła maść i posmarowała rany. nałożyła gazik i fachowo zawinęła bandażem. przebrała się i nagle zadzwonił telefon Ness. był to Jus. powiedział, że jest już pod hotelem. na szczęście mama dziewczyny podpisała oświadczenie, że ta może sama opuszczać hotel, więc Rennes nie musiała się martwić o durślaka. wciągnęła bluzę, zakrywając bandaż i schowała rzeczy do kosmetyczki, którą po chwili namysłu wrzuciła do torby. Ness napisała kartkę do dziewczyn i wyszła przed hotel, gdzie uśmiechnięty Justin w otoczeniu fanek podpisywał płyty, plakaty i zdjęcia i odpowiadał na masę pytań. gdy ją zobaczył zaprzestał temu i przytulił Ness i jeszcze szerzej się uśmiechnął
-cześć śliczna-powiedział jej do ucha-zabieramy się stąd na trzy
-hej. y... okej
-raz... trzy, chodu!-wypuścił ją z ramion i łapiąc za rękę pociągnął do limuzyny, którą w wyśmienitych humorach pojechali do jakiegoś wielkiego domu na obrzeżach Londynu
-a teraz zachowaj spokój, mogę na Ciebie liczyć?-zapytał z powagą
-jasne-powiedziała nieśmiało i wysiedli z auta. Jus zapukał do drzwi. chwilę postali, a potem otworzył im...



dzięki ;3 jasne, że wpadnę i napewno zostawię koma :*
OdpowiedzUsuń